Lorda, żyjącego z dala od zgiełku świata i unikającego towarzystwa, zapytano, dlaczego nie bierze udziału w życiu towarzyskim. Zdziwiony odpowiedział: A co to jest? – Zabawy, bale, przyjęcia, koncerty, wyścigi – tłumaczyli znajomi. Skoro tak wygląda życie towarzyskie – stwierdził lord – to mój lokaj to za mnie załatwi. Anegdota ta nie jest wyrazem mizantropii, cynizmu, czy lekceważenia innych ludzi, ale przypomina o tym, że za dużo czasu marnujemy na rzeczy powierzchowne i nieistotne.

W podobnym duchu wypowiedział się arcybiskup Józef Życiński: „Czas płynie i każdy jego okruch trzeba cenić. Żeby pisać, tworzyć, nie można chodzić z imienin na imieniny”. Natomiast Sławomir Mrożek wyznał: „Jestem po prostu rasowym pisarzem, a rasowy pisarz, czy tego chce czy nie, musi być sam, być obcym wśród obcych. Dla pisarza zbyt bliskie więzi z ludźmi są ciężarem, bo najzwyczajniej w świecie musi siedzieć przy stole, nad papierem, sam ze swoimi myślami”.

O powierzchowności wielu ludzkich kontaktów mówi też ks. Jerzy Szymik, określając je jako clubbing wielkomiejskich środowisk młodzieżowej klasy średniej: „W sześciu znajomych idą na piwo, zaliczają cztery lokale w ciągu wieczoru i w porządku, człowiek ma prawo pobyć z kumplami i się rozerwać. Tylko niech się nie spodziewa, że z czegoś takiego powstanie przepastna głębia, że to go nasyci, uleczy samotność”. Przekonuje, że powierzchowne kontakty niczego w nas i za nas nie załatwią. Chyba najtrafniej ujmuje problem Adam Mickiewicz: „Nie ten jest egoistą, kto od ludzi stroni, ale ten, kto za bliźnim jak za łupem goni”.

Jeżeli jednak jakaś „towarzyska dusza” nadal nie rozumie, lub udaje, że nie rozumie, o co chodzi, to może przekonają ją słowa Thomasa Mertona, który zaleca, by każdy człowiek miał swój pokój, jakiś kąt, gdzie nikt go nie znajdzie, nie przeszkodzi i nie zauważy. Zastrzega jednak, że nie udajemy się na pustynię, by uwolnić się od ludzi, ale by nauczyć się, jak ich odnaleźć; by odkryć sposób, w jaki można im uczynić jak najwięcej dobrego. Także sam Jezus udawał się często na miejsce pustynne, i to w sytuacji, gdy czekało na Niego wielu ludzi.

Cytaty codziennie zamieszczane na tej stronie – owoc mojej wieloletniej samotnej pracy – mają pobudzać do refleksji nad sobą, drugim człowiekiem i swoim miejscem w świecie.

facebook.com/burzyki
Adres tej strony – dajcie-mi-spokoj.pl – wielu ludziom, którzy bez przerwy szukają towarzystwa, narzucają się innym, ani chwili nie mogą być sami, może wydawać się prowokujący.

Przeglądaj bazę

Najnowszy cytat

Losuj cytat

Bełkot to używanie słów, których się nie rozumie, które nic nie znaczą, przez które stara się ukryć prawdę. To bark
umiejętności ułożenia słów w zdania, a zdań w logiczną całość, która by oddawała myśl. Bełkot to używanie języka,
którego nie rozumie druga osoba, choć ma prawo zrozumieć (np. częste przerzucanie żargonu teologicznego na ambonę).
Bełkotem człowiek oszukuje nie tylko innych, ale i samego siebie, maskując swoją pustkę i nieuctwo. Za bełkotem może
się więc także kryć obłuda i kłamstwo, a wtedy przestaje być problemem jedynie filologicznym i logicznym, a zaczyna
być problemem moralnym. Bełkot bywa różny, jak choćby wulgarny i intelektualny. Ten ostatni, mimo że, jakże często,
wzbudza podziw, pozostaje bełkotem! Do takiego stylu mówienia przyzwyczaja nas telewizja, prasa, pustomowa
polityków i intelektualistów-pięknoduchów, a niestety często również i współczesna literatura teologiczna zaśmiecona
słowami obcymi, szczególnie pochodzenia greckiego, których nawet nie stara się oddawać w językach rodzimych.

Ks. Marek Starowiejski, Odbudować mosty, „W drodze”, 2002, nr 9 (349), s. 71-72

2995
wdesk 2015 © ks. Eugeniusz Burzyk
Klik
Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej: Polityka cookies