Kiedyś, gdy jedliśmy jabłka, zauważyłem, że Gombrowicz obiera je na palec
grubo. Byłem zdziwiony, ale naturalnie nic nie mówiłem. W pewnej chwili,
zjadłszy obrane jabłka, zaczął jeść okrawki, których cały stos leżał na jego
talerzyku. Poprosiłem więc, aby raczej jadł jabłka. – Właśnie to robię – powiada.
– Więc po co okrawałeś? – Dałem matce słowo honoru, że będę owoce obierał.
